Burczenie mojego brzucha dało mi znać o tym, że czas wrócić do domu.
Podróż zajęła mi kilkanaście minut, wtedy to dotarłem do najbiedniejszej dzielnicy miasta.
To tutaj mieszka moja rodzina, to tutaj mieszkałem kiedyś ja.
W sumie to nadal tutaj mieszkam... tak jakby... Większość czasu muszę spędzać w "pracy" , jednak kiedy tylko mam czas, odwiedzam Matkę i Siostrę, daje im to co zarobiłem, wmawiając, że to kasa z naprawy samochodów w warsztacie kumpla. Tak naprawdę przemycam narkotyki, paczki, kradnę, biję, resztę dopowiedzcie sobie sami...
Otworzyłem stare,skrzypiące drzwi i wszedłem do środka.
Mój dom nie był duży, ani bogaty, nigdy jednak nie zalegały w nim pajęczyny ani kurz. Moja Mama dokładnie sprzątała każdy zakątek, nawet teraz, kiedy choruje i opada z sił, nie zapomina o domu, siostrze i o mnie.
- Cześć Suzan - kiwnąłem głową w jej stronę
- Cześć - powiedziała, nie odrywając wzroku od swoich butów, które właśnie wiązała
- Nie jesz z nami obiadu? - zmarszczyłem brwi
- Niestety, idę do pracy
- Jak to do pracy? Jakiej?
- Zatrudniłam się u Pani Evans. Przepraszam Cię ale naprawdę się spieszę - uśmiechnęła się i podszczypując mnie w bok, wybiegła na zewnątrz.
Nie mogłem ukryć swojego rozzłoszczenia!
Dlaczego ona poszła do pracy? Powinna się uczyć! Kształcić swoje umiejętności! Powinna starać się wyjść na ludzi... To również dla niej robię to co robię. Chcę żeby miała lepszą przyszłość niż ta, która czeka mnie...
- Ach jesteś już - moje zdenerwowanie ukoił głos mojej mamy
Podpierając się drewnianej laski, weszła do pomieszczenia służącego nam za kuchnie,przedpokój,korytarz i mój pokój.
Nasze mieszkanie jest ciasne. Zaraz po wejściu z zewnątrz wchodzimy do pokoju w którym stały: meble kuchenne, stół,krzesła i stary tapczan na którym śpię odkąd siostra zaczęła dorastać, a ja coraz mniej nocy spędzałem w swoim domu.
Na prawo od "wielofunkcyjnego pomieszczenia" znajduję się mały pokój siostry, z którego przechodzi się do pokoju mamy. Na lewo zaś wchodzimy do łazienki, zrobiliśmy ją całkiem niedawno, oczywiście wszystko dzięki mojej "pracy" .
- Jestem mamuś - uśmiechnąłem się widząc ją znowu - Usiądź, nie przemęczaj się - odsunąłem krzesło i wskazałem na nie
- Dziękuję Dylanku - powiedziała siadając i opierając ciężar łokcia na stole
- Jak się dziś czujesz?
- Dobrze - uśmiechnęła się , choć ja wiedziałem, że kłamie
Jej podpuchnięte oczy, blada cera i słabość, mówiły same za siebie.
Pokiwałem głową
- Jak spędziłaś dzień?
- Zrobiłam pranie i posprzątałam trochę w łazience. Ah i upiekłam twoją ulubioną zapiekankę !
Nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu...Cała mama ! Myśli o wszystkich tylko nie o sobie...
- Wiesz, że powinnaś odpoczywać - skarciłem ją
- Nie mogę siedzieć bezczynnie...przecież wiesz
- Wiem - pokiwałem głową
- Jak w pracy? Pan Brown mocno cię goni?
- Jak zwykle - przytaknąłem - Dziś raczej znowu spędzę nockę przy samochodach - skłamałem
- Biedactwo - pogłaskała mnie po głowie - Tak bardzo jestem z ciebie dumna... - zamyśliła się - Twój Ojciec...
- Nie mówmy o nim - przerwałem jej
- Chciałam powiedzieć, że twój ojciec tez na pewno by cię pochwalił
- Ojciec ma mnie gdzieś
- Nie mów tak. To wszystko chwilowo go przerosło, ale wróci - pokiwała głową, a w jej oczach dostrzegłem łzy - on wróci - powtórzyła
Mimo tego jakim łajdakiem jest mój ojciec, mama nigdy nie przestała go kochać. To było kiedyś bardzo dobre małżeństwo... Potem się spieprzyło...Po prostu uciekł...Zechciał uniknął odpowiedzialności .
Przytuliłem mamę, okazując jej najwięcej troski i miłości ile zdołałem .
- Dobrze już, zjedz obiad Dylanku. Zaraz Ci wystygnie - wskazała na mój talerz.
***
Po obiedzie,całując mamę w czoło i upewniając się, że zasnęła wyszedłem z domu.
Wykręcając numer Blacka, odczekałem dwa sygnały, kiedy za trzecim nie usłyszałem jego głosu, rozłączyłem się.
Po raz kolejny wybrałem numer, tym razem Hammera.
- Cześć Kong, jakiś problem ?
- Cześć Hammer, potrzebuję namiary na Katty Thompson
- Ło ło ło, jakiś numerek się szykuję ?
Chyba się podjarał.
Zaśmiałem się.
- Może
- Dobra dobra, już sprawdzam
Nie trwało to więcej niż 2 minuty, kiedy Hammer odezwał się ponownie
- Wysłałem Ci sms-em
- Dzięki Hammer
- Nie ma sprawy, ale jeśli będzie dobra to ja tez chcę skorzystać
- Będę o tobie pamiętał
Rozłączyłem się.
Jest oto i on...adres niejakiej Katty - teraz pozostaje tylko ruszyć w drogę i rozkochać w sobie tą małą.
***
***
Nie trwało to długo a już stałem przed domem owej Katty Thompson.
Domem ? Powinienem raczej powiedzieć willą lub rezydencją!
Już sam adres, który dostałem od Hammera dokładnie wskazywał na jedną z bogatszych dzielnic miasta...
Kiedyś rzadko tutaj bywałem...moimi sąsiadami byli ludzie ubodzy, ja sam taki byłem...nie miałem odwagi nawet pomyśleć o bogactwie - teraz - odwiedzanie bogatych dzielnic to moja rutyna, otaczają mnie bogacze i snobi.
Czasem, kiedy pomyślę sobie jak pazerni i skąpi są tacy ludzie - dochodzę do wniosku, że okradanie ich jest czymś bardzo dobrym. Nie znoszę ich!
Do takich ludzi należy teraz również mój ojciec...
Zaparkowałem "służbowe" auto po drugiej stronie ulicy. Zgasiłem je, opuściłem szybkę i opierając o nią łokieć zacząłem palić papierosa...
Moim zadaniem było teraz czekać na "ofiarę".
Jak śmiesznie to brzmi... Zazwyczaj moimi ofiarami byli ludzie których okradałem, zastraszałem, robiłem z nimi interesy...Teraz? Moja ofiara będzie we mnie zakochana - haha - to komiczne !
Wypuściłem ostatni dymek z ust, wyrzuciłem peta i spojrzałem na zegarek.
Czekałem raptem 5minut a już miałem dość...
Czy naprawdę muszę marnować na nią tyle czasu?
10minut
30minut
60minut
80minut
Tak! W końcu! Wyszła!
Otworzyłem szerzej oczy kiedy frontowe drzwi willi się otworzyły i stanęła w nich wyczekiwana przeze mnie osoba.
Była ubrana w czarną spódnicę, koszulę w biało-różową kratę i baleriny.
Patrząc na nią czułem obrzydzenie... Przypominała mi ludzi z którymi miałem styczność właściwie wbrew swojej woli... Przypominała mi nową, szczęśliwą rodzinkę mojego ojca. Kilka lat temu natknąłem się na nich podczas zakupów w supermarkecie. Przykładna rodzinka snobów ! Nowa żona - natapirowana paniusia, w rekordowej wysokości szpilach.Przybrany syn - napakowany byczek, który jak sądzę nigdy nie miał styczności ze siłownią, a co najwyżej ze sterydami . I na sam koniec przybrana córeczka - tleniona blondyna, którą zapewne bardziej obchodził złamany paznokieć niż własna rodzina...
Tak...Dokładnie... Owa Katty była tak bardzo podobna do nich !
Westchnąłem sam do siebie, wziąłem głęboki wdech i wysiadłem z auta.
Wiedziałem, że muszę tam iść, muszę dopilnować swoich spraw.
Ruszyłem w stronę furtki przy której właśnie stała, dopiero teraz spostrzegłem, że w ręce trzyma worek z odpadami. Zamachnęła się i wrzuciła je do wielkiego kubła.
Właśnie uświadomiłem sobie, że musze ze wszystkich sił postarać się być nią zainteresowany.
Ta myśl mnie odrobinę przeraziła...
Właśnie uświadomiłem sobie, że musze ze wszystkich sił postarać się być nią zainteresowany.
Ta myśl mnie odrobinę przeraziła...
- Cześć - powiedziałem najnormalniej jak tylko potrafiłem
Dziewczyna wydawała się być bardzo zaskoczona moją obecnością
- Cześć - zmarszczyła brwi, odwracając się całym ciałem w moją stronę
Zmierzyłem ją wzrokiem od góry do dołu i od dołu do góry... Hmm
Figurę ma niezłą. Może Hammer ma rację i zabawię się z tą małą? Kto wie !
- Zdziwiona, że mnie widzisz? - starałem się oczarować ją swoim zawadiackim spojrzeniem
- Nie ukrywam, że bardzo
- Widzisz... stęskniłem się za tobą
Kiepski podryw? No cóż, musi wystarczyć.
Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi.
- Słucham?
Ups...chyba jednak jestem zbyt kiepski...
- Oj po prostu chciałem ci podziękować jasne?
- Podziękować? Ale za co? - po raz kolejny zmarszczyła brwi
- Za twoją troskę... no wiesz,podczas naszej ostatniej rozmowy
- Ach tak
Wyglądała na nie do końca przekonaną moimi słowami.
- Kiedy powiedziałem ci o mojej siostrze, ty okazałaś mi współczucie i wsparcie, nie każdy byłby na to gotów...
- Naprawdę nie ma sprawy
Zdezorientowana, ale wprowadzona w temat. No to teraz patrzcie!
- Może dałabyś się zaprosić na kawę? - posiałem jej namiętne spojrzenie
- Czy ty mnie podrywasz? - uniosła brew, przeszywając mnie wzrokiem
- Może - zaśmiałem się, chociaż wcale nie miałem na to ochoty - Słuchaj, chcę ci podziękować za rezygnację z oskarżeń, więc nie chcę słyszeć odmowy
- Nie wiem czy to bezpieczne... - powiedziała niepewnie
- A to niby dlaczego? - zmarszczyłem brwi
- Cóż...Zachowujesz się trochę jak oszołom...
- Co ? - warknąłem
- Właśnie to - wskazała na mnie - Raz jesteś miły a raz się wściekasz
Powoli wypuściłem powietrze z ust.
- Pozwól mi to wynagrodzić - wybełkotałem na poczekaniu
Popatrzyła na mnie, chwilę się zastanawiając
- Nie wiem czy to bezpieczne... - powiedziała niepewnie
- A to niby dlaczego? - zmarszczyłem brwi
- Cóż...Zachowujesz się trochę jak oszołom...
- Co ? - warknąłem
- Właśnie to - wskazała na mnie - Raz jesteś miły a raz się wściekasz
Powoli wypuściłem powietrze z ust.
- Pozwól mi to wynagrodzić - wybełkotałem na poczekaniu
Popatrzyła na mnie, chwilę się zastanawiając
- Okej, skoro tak...To zgoda.
Poszło ? Zrobione ? Gotowe ? Kawa ? Ciastko ? Buziak ? Sex ?
Ha ! Jest moja !
Chyba wciąż mam w sobie to coś...
A może to zwykły przypadek?
Tak czy owak jest już prawie moja, teraz muszę tylko pielęgnować jej poczucie przyjemności spędzania ze mną czasu i wprowadzić ją w stan błogiego uczucia, które da mi poczucie pewności i bezpieczeństwa, co jest moim jedynym celem w tej całej szopce.
A!
Ważne w tym wszystkim będzie jeszcze powstrzymanie moich mdłości... Jeśli rozumiecie co mam na myśli...
Katty;
Nie wiem co się ze mną dzieję...
Jeszcze wczoraj chciałam skazać go za to co mi zrobił, a dzisiaj idę z nim na kawę?
Jestem bardzo dziwna !
- Więc? Na co czekasz? - chłopak wiercił we mnie wzrokiem
- Chcesz iść na kawę teraz? - zrobiłam zdziwioną minę
Rozłożył ręce na boki
- Ale...ale ja nie mogę, mam naukę.
- Co? - parsknął śmiechem - Jesteś typem kujonki?
- Coś w tym złego? - zmarszczyłam brwi, a cała wściekłość z poprzednich rozmów z nim, wróciła do mnie jak z procy.
Chłopak spojrzał na swoje dłonie, po czym powoli wypuszczając powietrze powiedział:
- Wsiadaj
Ku mojemu zdziwieniu moja psychika przestała ze mną współpracować...
Zawsze się uczyłam, dbałam o swój wizerunek i starałam się zadowolić wszystkich wokół...
Ta znajomość pchała mnie w zupełnie inną, nieznaną mi jak dotąd stronę . To mnie ciekawiło.
Wsiadając do wozu OBCEGO FACETA, wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać sms-a do mamy, w którym wyjaśniłam jej, że musiałam iść na lekcję gry na fortepianie do Pani Mensler, ponieważ ona nie mogła dziś przyjść. Do nauczycielki zaś napisałam, iż nie mogę dziś się uczyć, bo źle się czuję.
Co we mnie wstąpiło? Nigdy tak nie kłamałam !
Minęło parę minut.
Jechaliśmy w ciszy, bez kontaktu wzrokowego... Bałam się cokolwiek powiedzieć, jednak nie mogłam już tak dalej siedzieć bez słowa.
- Hej - spojrzałam na niego - może powiesz mi coś o sobie?
Chłopak nie zwracał na mnie uwagi.
- Halo?
Spojrzał na mnie, kątem oka.. A może tylko mi się wydawało?
- Po co mnie zabrałeś skoro nie chcesz ze mną rozmawiać? - zmarszczyłam brwi
- Cicho - wysyczał, a ja poczułam nerwy kotłujące mi się w brzuchu
- Co? - wybuchłam - W takim razie stań, ja wysiadam
Ignorował mnie...
- Słyszysz? Stój !
Wciąż to samo
- Zatrzymaj się !
Chłopak zatrzymał samochód niemalże w jednej sekundzie.
Poczułam jak całe moje ciało przechodzi dreszcz.
- Dziękuję - powiedziałam cicho i złapałam za klamkę, chcąc wyjść.
Nagle pusty wzrok mężczyzny skierował się na mnie, czułam go chociaż nie patrzyłam...
Z impetem złapał dłonią za mój podbródek i przyciągnął do siebie, łącząc tym samym nasze usta w pocałunku...
A!
Ważne w tym wszystkim będzie jeszcze powstrzymanie moich mdłości... Jeśli rozumiecie co mam na myśli...
Katty;
Nie wiem co się ze mną dzieję...
Jeszcze wczoraj chciałam skazać go za to co mi zrobił, a dzisiaj idę z nim na kawę?
Jestem bardzo dziwna !
- Więc? Na co czekasz? - chłopak wiercił we mnie wzrokiem
- Chcesz iść na kawę teraz? - zrobiłam zdziwioną minę
Rozłożył ręce na boki
- Ale...ale ja nie mogę, mam naukę.
- Co? - parsknął śmiechem - Jesteś typem kujonki?
- Coś w tym złego? - zmarszczyłam brwi, a cała wściekłość z poprzednich rozmów z nim, wróciła do mnie jak z procy.
Chłopak spojrzał na swoje dłonie, po czym powoli wypuszczając powietrze powiedział:
- Wsiadaj
Ku mojemu zdziwieniu moja psychika przestała ze mną współpracować...
Zawsze się uczyłam, dbałam o swój wizerunek i starałam się zadowolić wszystkich wokół...
Ta znajomość pchała mnie w zupełnie inną, nieznaną mi jak dotąd stronę . To mnie ciekawiło.
Wsiadając do wozu OBCEGO FACETA, wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać sms-a do mamy, w którym wyjaśniłam jej, że musiałam iść na lekcję gry na fortepianie do Pani Mensler, ponieważ ona nie mogła dziś przyjść. Do nauczycielki zaś napisałam, iż nie mogę dziś się uczyć, bo źle się czuję.
Co we mnie wstąpiło? Nigdy tak nie kłamałam !
Minęło parę minut.
Jechaliśmy w ciszy, bez kontaktu wzrokowego... Bałam się cokolwiek powiedzieć, jednak nie mogłam już tak dalej siedzieć bez słowa.
- Hej - spojrzałam na niego - może powiesz mi coś o sobie?
Chłopak nie zwracał na mnie uwagi.
- Halo?
Spojrzał na mnie, kątem oka.. A może tylko mi się wydawało?
- Po co mnie zabrałeś skoro nie chcesz ze mną rozmawiać? - zmarszczyłam brwi
- Cicho - wysyczał, a ja poczułam nerwy kotłujące mi się w brzuchu
- Co? - wybuchłam - W takim razie stań, ja wysiadam
Ignorował mnie...
- Słyszysz? Stój !
Wciąż to samo
- Zatrzymaj się !
Chłopak zatrzymał samochód niemalże w jednej sekundzie.
Poczułam jak całe moje ciało przechodzi dreszcz.
- Dziękuję - powiedziałam cicho i złapałam za klamkę, chcąc wyjść.
Nagle pusty wzrok mężczyzny skierował się na mnie, czułam go chociaż nie patrzyłam...
Z impetem złapał dłonią za mój podbródek i przyciągnął do siebie, łącząc tym samym nasze usta w pocałunku...












