Prolog / Bohaterowie / Zwiastun

https://facetofacewithhimself.blogspot.com/2016/01/bohaterowie.html https://facetofacewithhimself.blogspot.com/2016/01/prolog.html

czwartek, 26 października 2017

- Rozdział 3 -

Dylan;


Burczenie mojego brzucha dało mi znać o tym, że czas wrócić do domu. 
Podróż zajęła mi kilkanaście minut, wtedy to dotarłem do najbiedniejszej dzielnicy miasta.
To tutaj mieszka moja rodzina, to tutaj mieszkałem kiedyś ja. 
W sumie to nadal tutaj mieszkam... tak jakby... Większość czasu muszę spędzać w "pracy" , jednak kiedy tylko mam czas, odwiedzam Matkę i Siostrę, daje im to co zarobiłem, wmawiając, że to kasa z naprawy samochodów w warsztacie kumpla. Tak naprawdę przemycam narkotyki, paczki, kradnę, biję, resztę dopowiedzcie sobie sami...

Otworzyłem stare,skrzypiące drzwi i wszedłem do środka. 
Mój dom nie był duży, ani bogaty, nigdy jednak nie zalegały w nim pajęczyny ani kurz. Moja Mama dokładnie sprzątała każdy zakątek, nawet teraz, kiedy choruje i opada z sił, nie zapomina o domu, siostrze i o mnie. 

- Cześć Suzan - kiwnąłem głową w jej stronę 
- Cześć - powiedziała, nie odrywając wzroku od swoich butów, które właśnie wiązała
- Nie jesz z nami obiadu? - zmarszczyłem brwi
- Niestety, idę do pracy 
- Jak to do pracy? Jakiej? 
- Zatrudniłam się u Pani Evans. Przepraszam Cię ale naprawdę się spieszę - uśmiechnęła się i podszczypując mnie w bok, wybiegła na zewnątrz.

Nie mogłem ukryć swojego rozzłoszczenia!
Dlaczego ona poszła do pracy? Powinna się uczyć! Kształcić swoje umiejętności! Powinna starać się wyjść na ludzi... To również dla niej robię to co robię. Chcę żeby miała lepszą przyszłość niż ta, która czeka mnie...

- Ach jesteś już - moje zdenerwowanie ukoił głos mojej mamy 
Podpierając się drewnianej laski, weszła do pomieszczenia służącego nam za kuchnie,przedpokój,korytarz i mój pokój.

Nasze mieszkanie jest ciasne. Zaraz po wejściu z zewnątrz wchodzimy do pokoju w którym stały: meble kuchenne, stół,krzesła i stary tapczan na którym śpię odkąd siostra zaczęła dorastać, a ja coraz mniej nocy spędzałem w swoim domu. 
Na prawo od "wielofunkcyjnego pomieszczenia" znajduję się mały pokój siostry, z którego przechodzi się do pokoju mamy. Na lewo zaś wchodzimy do łazienki, zrobiliśmy ją całkiem niedawno, oczywiście wszystko dzięki mojej "pracy" . 

- Jestem mamuś - uśmiechnąłem się widząc ją znowu - Usiądź, nie przemęczaj się - odsunąłem krzesło i wskazałem na nie
- Dziękuję Dylanku - powiedziała siadając i opierając ciężar łokcia na stole
- Jak się dziś czujesz?
- Dobrze - uśmiechnęła się , choć ja wiedziałem, że kłamie
Jej podpuchnięte oczy, blada cera i słabość, mówiły same za siebie.
Pokiwałem głową
- Jak spędziłaś dzień? 
- Zrobiłam pranie i posprzątałam trochę w łazience. Ah i upiekłam twoją ulubioną zapiekankę ! 
Nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu...Cała mama ! Myśli o wszystkich tylko nie o sobie...
- Wiesz, że powinnaś odpoczywać - skarciłem ją
- Nie mogę siedzieć bezczynnie...przecież wiesz
- Wiem - pokiwałem głową 
- Jak w pracy? Pan Brown mocno cię goni?
- Jak zwykle - przytaknąłem - Dziś raczej znowu spędzę nockę przy samochodach - skłamałem
- Biedactwo - pogłaskała  mnie po głowie - Tak bardzo jestem z ciebie dumna... - zamyśliła się - Twój Ojciec...
- Nie mówmy o nim - przerwałem jej
- Chciałam powiedzieć, że twój ojciec tez na pewno by cię pochwalił
- Ojciec ma mnie gdzieś 
- Nie mów tak. To wszystko chwilowo go przerosło, ale wróci - pokiwała głową, a w jej oczach dostrzegłem łzy - on wróci - powtórzyła
Mimo tego jakim łajdakiem jest mój ojciec, mama nigdy nie przestała go kochać. To było kiedyś bardzo dobre małżeństwo... Potem się spieprzyło...Po prostu uciekł...Zechciał uniknął odpowiedzialności .
Przytuliłem mamę, okazując jej najwięcej troski i miłości ile zdołałem .


- Dobrze już, zjedz obiad Dylanku. Zaraz Ci wystygnie - wskazała na mój talerz.

***

Po obiedzie,całując mamę w czoło i upewniając się, że zasnęła wyszedłem z domu. 
Wykręcając numer Blacka, odczekałem dwa sygnały, kiedy za trzecim nie usłyszałem jego głosu, rozłączyłem się. 
Po raz kolejny wybrałem numer, tym razem Hammera.
- Cześć Kong, jakiś problem ?
- Cześć Hammer, potrzebuję namiary na Katty Thompson 
- Ło ło ło, jakiś numerek się szykuję ? 
Chyba się podjarał.
Zaśmiałem się.
- Może 
- Dobra dobra, już sprawdzam 
Nie trwało to więcej niż 2 minuty, kiedy Hammer odezwał się ponownie
- Wysłałem Ci sms-em 
- Dzięki Hammer 
- Nie ma sprawy, ale jeśli będzie dobra to ja tez chcę skorzystać 
- Będę o tobie pamiętał 
Rozłączyłem się. 

Jest oto i on...adres niejakiej Katty - teraz pozostaje tylko ruszyć w drogę i rozkochać w sobie tą małą.


***

Nie trwało to długo a już stałem przed domem owej Katty Thompson. 
Domem ? Powinienem raczej powiedzieć willą lub rezydencją!
Już sam adres, który dostałem od Hammera dokładnie wskazywał na jedną z bogatszych dzielnic miasta...
Kiedyś rzadko tutaj bywałem...moimi sąsiadami byli ludzie ubodzy, ja sam taki byłem...nie miałem odwagi nawet pomyśleć o bogactwie - teraz - odwiedzanie bogatych dzielnic to moja rutyna, otaczają mnie bogacze i snobi. 
Czasem, kiedy pomyślę sobie jak pazerni i skąpi są tacy ludzie - dochodzę do wniosku, że okradanie ich jest czymś bardzo dobrym. Nie znoszę ich!

Do takich ludzi należy teraz również mój ojciec...

Zaparkowałem "służbowe" auto po drugiej stronie ulicy. Zgasiłem je, opuściłem szybkę i opierając o nią łokieć zacząłem palić papierosa...
Moim zadaniem było teraz czekać na "ofiarę". 
Jak śmiesznie to brzmi... Zazwyczaj moimi ofiarami byli ludzie których okradałem, zastraszałem, robiłem z nimi interesy...Teraz? Moja ofiara będzie we mnie zakochana - haha - to komiczne !

Wypuściłem ostatni dymek z ust, wyrzuciłem peta i spojrzałem na zegarek.
Czekałem raptem 5minut a już miałem dość...
Czy naprawdę muszę marnować na nią tyle czasu? 
10minut
30minut
60minut
80minut
Tak! W końcu! Wyszła!
Otworzyłem szerzej oczy kiedy frontowe drzwi willi się otworzyły i stanęła w nich wyczekiwana przeze mnie osoba. 
Była ubrana w czarną spódnicę, koszulę w biało-różową kratę i baleriny. 

Patrząc na nią czułem obrzydzenie... Przypominała mi ludzi z którymi miałem styczność właściwie wbrew swojej woli... Przypominała mi nową, szczęśliwą rodzinkę mojego ojca. Kilka lat temu natknąłem się na nich podczas zakupów w supermarkecie. Przykładna rodzinka snobów ! Nowa żona - natapirowana paniusia, w rekordowej wysokości szpilach.Przybrany syn - napakowany byczek, który jak sądzę nigdy nie miał styczności ze siłownią, a co najwyżej ze sterydami . I na sam koniec  przybrana córeczka - tleniona blondyna, którą zapewne bardziej obchodził złamany paznokieć niż własna rodzina...
Tak...Dokładnie... Owa Katty była tak bardzo podobna do nich !
Westchnąłem sam do siebie, wziąłem głęboki wdech i wysiadłem z auta. 
Wiedziałem, że muszę tam iść, muszę dopilnować swoich spraw. 

Ruszyłem w stronę furtki przy której właśnie stała, dopiero teraz spostrzegłem, że w ręce trzyma worek z odpadami. Zamachnęła się i wrzuciła je do wielkiego kubła.

Właśnie uświadomiłem sobie, że musze ze wszystkich sił postarać się być nią zainteresowany.
Ta myśl mnie odrobinę przeraziła...

- Cześć - powiedziałem najnormalniej jak tylko potrafiłem
Dziewczyna wydawała się być bardzo zaskoczona moją obecnością 
- Cześć - zmarszczyła brwi, odwracając się całym ciałem w moją stronę
Zmierzyłem ją wzrokiem od góry do dołu i od dołu do góry... Hmm 
Figurę ma niezłą. Może Hammer ma rację i zabawię się z tą małą? Kto wie !
- Zdziwiona, że mnie widzisz? - starałem się oczarować ją swoim zawadiackim spojrzeniem 
- Nie ukrywam, że bardzo 
- Widzisz... stęskniłem się za tobą 
Kiepski podryw? No cóż, musi wystarczyć.
Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi. 
- Słucham?
Ups...chyba jednak jestem zbyt kiepski...
- Oj po prostu chciałem ci podziękować jasne? 
- Podziękować? Ale za co? - po raz kolejny zmarszczyła brwi
- Za twoją troskę... no wiesz,podczas naszej ostatniej rozmowy 
- Ach tak 
Wyglądała na nie do końca przekonaną moimi słowami.
- Kiedy powiedziałem ci o mojej siostrze, ty okazałaś mi współczucie i wsparcie, nie każdy byłby na to gotów...
- Naprawdę nie ma sprawy 
Zdezorientowana, ale wprowadzona w temat. No to teraz patrzcie!

- Może dałabyś się zaprosić na kawę? - posiałem jej namiętne spojrzenie
- Czy ty mnie podrywasz? - uniosła brew, przeszywając mnie wzrokiem
- Może - zaśmiałem się, chociaż wcale nie miałem na to ochoty - Słuchaj, chcę ci podziękować za rezygnację z oskarżeń, więc nie chcę słyszeć odmowy
- Nie wiem czy to bezpieczne... - powiedziała niepewnie
- A to niby dlaczego? - zmarszczyłem brwi
- Cóż...Zachowujesz się trochę jak oszołom...
- Co ? - warknąłem
- Właśnie to - wskazała na mnie - Raz jesteś miły a raz się wściekasz
Powoli wypuściłem powietrze z ust.
- Pozwól mi to wynagrodzić - wybełkotałem na poczekaniu
Popatrzyła na mnie, chwilę się zastanawiając
- Okej, skoro tak...To zgoda.

Poszło ? Zrobione ? Gotowe ? Kawa ? Ciastko ? Buziak ? Sex ?
Ha ! Jest moja ! 
Chyba wciąż mam w sobie to coś...
A może to zwykły przypadek?
Tak czy owak jest już prawie moja, teraz muszę tylko pielęgnować jej poczucie przyjemności spędzania ze mną czasu i wprowadzić ją w stan błogiego uczucia, które da mi poczucie pewności i bezpieczeństwa, co jest moim jedynym celem w tej całej szopce.

A!
Ważne w tym wszystkim będzie jeszcze powstrzymanie moich mdłości... Jeśli rozumiecie co mam na myśli...


Katty;


Nie wiem co się ze mną dzieję...
Jeszcze wczoraj chciałam skazać go za to co mi zrobił, a dzisiaj idę z nim na kawę?
Jestem bardzo dziwna !

- Więc? Na co czekasz? - chłopak wiercił we mnie wzrokiem
- Chcesz iść na kawę teraz? - zrobiłam zdziwioną minę
Rozłożył ręce na boki
- Ale...ale ja nie mogę, mam naukę.
- Co? - parsknął śmiechem - Jesteś typem kujonki?
- Coś w tym złego? - zmarszczyłam brwi, a cała wściekłość z poprzednich rozmów z nim, wróciła do mnie jak z procy.
Chłopak spojrzał na swoje dłonie, po czym powoli wypuszczając powietrze powiedział:
- Wsiadaj
Ku mojemu zdziwieniu moja psychika przestała ze mną współpracować...

Zawsze się uczyłam, dbałam o swój wizerunek i starałam się zadowolić wszystkich wokół...
Ta znajomość pchała mnie w zupełnie inną, nieznaną mi jak dotąd stronę . To mnie ciekawiło.

Wsiadając do wozu OBCEGO FACETA, wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać sms-a do mamy, w którym wyjaśniłam jej, że musiałam iść na lekcję gry na fortepianie do Pani Mensler, ponieważ ona nie mogła dziś przyjść. Do nauczycielki zaś napisałam, iż nie mogę dziś się uczyć, bo źle się czuję.

Co we mnie wstąpiło? Nigdy tak nie kłamałam !


Minęło parę minut.
Jechaliśmy w ciszy, bez kontaktu wzrokowego... Bałam się cokolwiek powiedzieć, jednak nie mogłam już tak dalej siedzieć bez słowa.

- Hej - spojrzałam na niego - może powiesz mi coś o sobie?
Chłopak nie zwracał na mnie uwagi.
- Halo?
Spojrzał na mnie, kątem oka..   A może tylko mi się wydawało?
- Po co mnie zabrałeś skoro nie chcesz ze mną rozmawiać? - zmarszczyłam brwi
- Cicho - wysyczał, a ja poczułam nerwy kotłujące mi się w brzuchu
- Co? - wybuchłam - W takim razie stań, ja wysiadam
Ignorował mnie...
- Słyszysz? Stój !
Wciąż to samo
- Zatrzymaj się !
Chłopak zatrzymał samochód niemalże w jednej sekundzie.
 Poczułam jak całe moje ciało przechodzi dreszcz.

- Dziękuję - powiedziałam cicho i złapałam za klamkę, chcąc wyjść.
Nagle pusty wzrok mężczyzny skierował się na mnie, czułam go chociaż nie patrzyłam...
Z impetem złapał dłonią za mój podbródek i przyciągnął do siebie, łącząc tym samym nasze usta w pocałunku...

- Wycinki Rozdział 3 -



< - Ah jesteś już - moje zdenerwowanie ukoił głos mojej mamy
Podpierając się drewnianej laski, weszła do pomieszczenia służącego nam za kuchnie,przedpokój,korytarz i mój pokój. >



< - Cześć Kong, jakiś problem ?
- Cześć Hammer, potrzebuję namiary na Katty Thompson 
- Ło ło ło, jakiś numerek się szykuję ? 
Chyba się podjarał.
Zaśmiałem się.
- Może >


< - Cześć - powiedziałem najnormalniej jak tylko potrafiłem
Dziewczyna wydawała się być bardzo zaskoczona moją obecnością 
- Cześć - zmarszczyła brwi, odwracając się całym ciałem w moją stronę
Zmierzyłem ją wzrokiem od góry do dołu i od dołu do góry... Hmm 
Figurę ma niezłą. Może Hammer ma rację i zabawię się z tą małą? Kto wie !
- Zdziwiona, że mnie widzisz? - starałem się oczarować ją swoim zawadiackim spojrzeniem  >

- Rozdział 2 -

Anna;

Po wizycie u doktora postanowiłam wybrać się do Andżeli. Tym razem jednak dokładnie rozejrzałam się nim przeszłam przez pasy.

//

- Ty chodzący nieszczęściu ! No chodź tu do mnie ! - mało brakowało a weszłaby na mnie cała 
- Przestań głupku ! Przecież jestem cała widzisz? 
- No właśnie widzę, że jesteś w kawałkach - wskazała na mój gips
- Ah to - złapałam się za łokieć - Byłam z tym u doktora, szybko się goi
- Dobra, dobra, goi, sroi, lepiej powiedz kiedy ci to zdejmą i czy zdążą do imprezy? 
- Jakiej znowu imprezy? Wiesz, że ja nie chodz...
- Na tą musisz iść - przerwała mi - Przecież to uroczyste zakończenie wakacji! - aż klasnęła w dłonie ze szczęścia
- O tym mówisz - uśmiechnęłam się i schowałam twarz w dłoniach 
- A a a ja znam tą minę - wyrwała mi poduszkę z kolan - Może Patryś w końcu odważy się z tobą zatańczyć 
- Przestań ! 
- Podejdzie, zapyta a ty będziesz miała mokro i nie odmówisz 
- Jesteś totalną wariatką!
- I będziecie tak tańczyć i tańczyć - zaczęła skakać po pokoju - A później się lizać 
- Andżi jeśli zaczniesz to udawać to przysięgam, że zwymiotuje ci na twój nowy kocyk 
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem. 

Wyszłam od niej wczesnym wieczorem, wracałam jak zwykle przez centrum miasta. Uwielbiałam gapić się na wystawy sklepowe, nigdy ich nie kupowałam bo wiedziałam, że większość z tych balowych sukien i tak mi się nigdy nie przyda.
Kiedy byłam już obok sklepu "Madam Mesje", po drugiej stronie ulicy dostrzegłam znajomą twarz...
Zmrużyłam oczy aby lepiej widzieć i jakże ogromne było moje zdziwienie kiedy zorientowałam się, że w moją stronę podąża chłopak, z którym rozmawiałam dziś w południe!

- Cześć malutka - chłopak stanął przede mną
Czego on może ode mnie chcieć?
- Em... - oblizałam suche usta, zastanawiając się co odpowiedzieć - Cześć
- Nadal jesteś na mnie zła?  - zdjął kaptur
Teraz mogłam dokładnie przyjrzeć się jego twarzy...
Była młoda ale trochę zniszczona, piękna choć poraniona.

Dlaczego on zadaje mi tak banalne pytanie? Jeszcze niedawno wydarł się na mnie i wszystkiemu wyparł a teraz tym jednym zdaniem przyznaję się do winy i jednocześnie w pewnym sensie chce pogodzić?  To dziwne...

- Słucham?  - skrzyżowałam ręce na piersi
- Spytałem czy nadal się na mnie gniewasz - można było dostrzec jego irytację
- Nie sądzisz, że to trochę dziwne pytanie?  - uniosłam brwi
- Z pewnością  - powiedział jak gdyby była to najbardziej oczywista sprawa - Więc?  - wciąż przeszywał mnie swoim wzrokiem
- Gniewam - stwierdziłam
- To nie dobrze - włożył ręce w kieszenie swoich jeansów
- Powiedz co skłoniło Cię do pojednania ze mną?
- Co?  - chłopak parsknął śmiechem - Do kogo ta mowa?
- Tracę czas - irytacja przejęła nade mną kontrolę.  Kiedy już chciałam się odwrócić, nieznajomych zatrzymał mnie
- Czekaj - powiedział stanowczo - Nie możesz odejść dopóki nie pogadamy.
Skrzyżowałam ręce na piersi
- O czym mamy gadać? Jesteś nieodpowiedzialnym oszołomem.Wszystkim zajmie się policja - wywróciłam oczami
- Nie znasz mnie - warknął, co sprawiło, że moje ciało delikatnie zadrżało
- Nie potrzebuję Cię znać - wzruszyłam ramionami
- Potrzebujesz Kochanie - uniósł i opuścił brwi - Choć - złapał mnie za rękę
- Dokąd?  - zmarszczyłam brwi, łapiąc za jego rękę
- Na ławkę. Chcę z tobą porozmawiać

Niepewnie aczkolwiek z wielkim zaciekawieniem ruszyłam w stronę starej, zielonej ławki. Usiadłam na niej, chłopak najwidoczniej wolał postać.
- Więc? - popatrzyłam na niego, mrużąc swe oczy i zasłaniając je dłonią przed bijącymi promieniami słońca. 
- Co? 
Czy on jest dupkiem, czy tylko go udaje? 
- Chciałeś porozmawiać? - rozłożyłam ręce
- Ah tak 
Chłopak nie utrzymywał ze mną kontaktu wzrokowego. Spoglądał to na swoje buty, to na boki. Może fascynował go staw i pływające w nim kaczki? Kto wie! 
Zaśmiałam się pod nosem.
- Chciałem cię przeprosić za tamto - wciąż patrzył na swoje olśniewająco czyste trampki
- Mówiąc "tamto" - zrobiłam cudzysłów w powietrzu - Masz na myśli potrącenie mnie i zostawienie na pastwę losu? 
- Ta - burknął pod nosem
- Spoko - zakpiłam
Czy on naprawdę sądzi, że głupie przepraszam załatwi sprawę? 
- Spoko - powtórzyłam, ponieważ patrząc na tego zagubionego chłoptasia, nie mogłam dostrzec ani krzty zrozumienia czy chęci odpowiedzi... - Ale nie sądzisz chyba, że przepraszając mnie zagwarantujesz sobie nietykalność? - włożyłam w te słowa tyle pewności siebie ile tylko zdołałam unieść!
- Nie? - w jego głosie wyczuwałam delikatne podirytowanie 
- Nie
- Tak bardzo chcesz mnie skazać? 
Po raz pierwszy podczas tej rozmowy, chłopak spojrzał w moją twarz. 
Jego wzrok był tak pusty...Sama nie wiem jak mogłabym go odczytać?
- Skazać? To głębokie słowo. Jesteś nieodpowiedzialny i musisz ponieść konsekwencje
- Chcesz mnie skazać - warknął po raz kolejny tego dnia
- Nie mam czasu na takie rozmowy. Porozmawiasz o tym z policją
- Słuchaj ja nie mogę iść do więzienia, opiekuję się siostrą 
Kiedy już szykowałam się do wstania i pójścia jak najdalej od tego głupka, on mówi mi coś takiego? 
Może to kolejna z jego sztuczek...
- O czym ty mówisz?  - po raz kolejny spojrzałam w jego puste oczy, łudząc się, że wyczytam z nich prawdę. Niestety na próżno.
- To co słyszałaś. Jeśli ja trafie za kratki, moja rodzina nie będzie miała za co żyć- pokręcił głową
- Dlaczego mi to mówisz?
Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem
Fakt, to nie było najmądrzejsze pytanie.
- A więc dlaczego nie mogłeś powiedzieć tego od razu?
- Tak jakoś - wzruszył ramionami 
- Dlaczego jesteście sami?
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć
- To prawda - pokiwałam głową
 - Teraz dasz mi spokój? 

Zawsze pragnęłam sprawiedliwości, nigdy jednak przy tym nie było nieczuła.
Rodzina jest najważniejsza i choćby nie wiem co, trzeba o nią dbać! 
Jeżeli to co mówił było prawdą to nie mogłam postąpić inaczej, zresztą czułam się już dobrze...
W końcu każdy z nas popełnia błędy prawda? 

- Chyba tak - powiedziałam cicho
- Dzięki - popatrzył na mnie
Tym razem dostrzegłam połysk w jego oczach. Może to łzy? Może nie jest to aż tak pusty koleś, a może tylko takiego udaje? 
- Czy mogę Ci jakoś pomóc? - dotknęłam jego ramienia 
- Nie - potrząsnął głową 
- Na pewno?  
- Tak - zabrał moją rękę ze swojego ramienia 
- No więc cześć 
Chłopak tylko machnął ręką i odszedł.
Teraz muszę się zastanowić jak wytłumaczyć moją zmianę zdania rodzicom...


Alan;

Sam nie wiedziałem co mówię, ale jak widać moje słowa miały jakiś sens.
Chyba udało mi się uciszyć tą małą?
Co prawda Black miał inny plan co do tego, jednak nie powinien mieć zastrzeżeń - w końcu osiągnąłem cel!
Wyciągnąłem swój smartfon z kieszeni i wybrałem numer Blacka.
Odebrał po drugim sygnale, co oznaczało, że był w bazie. 
- Kong? 
Black jest specyficznym człowiekiem. Podczas gdy wszyscy mówią "halo?", Black zwraca się bezpośrednio do rozmówcy... 
- Sytuacja opanowana Black. Mała wycofa zeznania. 
- Jesteś tego pewien? 
- Jestem, sama mi to powiedziała - wzruszyłem ramionami 
- Rozkochałeś ją w sobie czy przeleciałeś? - w jego głosie słychać było szczyptę ekscytacji, była ona jednak sucha, tak jak wszystkie jego uczucia 
- Pogadałem 
- Pogadałeś? - prychnął  - Jak to pogadałeś? 
- Poszedłem na skróty i zagrałem na jej litości 
- Skąd mogę wiedzieć, że ta dupa się nie rozmyśli i nie zrujnuje całego mojego interesu Kong? 
- Mówię ci to 
- Słuchaj Kong - podniósł głos - Nie zamierzam opierać się na twoich przypuszczeniach, bo kiedy laska nas wsypie a policja zacznie dobierać mi się do dupy, ty zaczniesz się wypierać i zechcesz uciec z tego gówna
- Przecież wiesz, że jestem wierny naszym interesom Black
- Koniec ! - krzyknął -  Idź do niej i upewnij się, że nie zmieni swojego zdania, przynajmniej do czasu kiedy nasze interesy z Dravenem dobiegną końca.

Pokiwałem głową, choć on nie mógł tego zobaczyć
- Rozumiem Black 

Rozmowa nie przebiegła po mojej myśli, wiedziałem jednak, że w słowach Blacka było trochę racji.
Jeżeli ta laska zmieni zdanie sama lub pod wpływem kogoś z rodziny/znajomych to my będziemy skończeni!
Postanowiłem zmienić strategie. 
Nie było to łatwe, szczególnie dlatego, że od dawna już miłość i podrywy nie były mi potrzebne.
 W mojej sytuacji liczy się twarda dupa i bezwzględność!



Na co komu miłość? Mam to co kocham - Mam swoją rodzinę, którą muszę się opiekować. Będę to robił za wszelką cenę!

 Nie mogę dać dupy jak mój ojciec ! Nigdy nie popełnię jego błędów ! Nigdy !

- Wycinki Rozdział 2 -



< - Cześć malutka - chłopak stanął przede mną
Czego on może ode mnie chcieć?
- Em... - oblizałam suche usta, zastanawiając się co odpowiedzieć  >

< - Sytuacja opanowana Black. Mała wycofa zeznania.
- Jesteś tego pewien? 
- Jestem,sama mi to powiedziała - wzruszyłem ramionami 
- Rozkochałeś ją w sobie czy przeleciałeś? - w jego głosie słychać było szczyptę ekscytacji, była ona jednak sucha, tak jak wszystkie jego uczucia 
- Pogadałem 
- Pogadałeś? - prychnął  - Jak to pogadałeś? >

- Rozdział 1 -


Lekki powiew wiatru raz po raz poruszał liśćmi drzew i zdawać by się mogło, że jest to jedynie objaw początków letniej pogody. WTAJEMNICZENI WIEDZĄ JEDNAK, ŻE JEST TO TZW. CISZA PRZED BURZĄ

 Alan ;

Czerwony, sportowy Nissan z prędkością światła skończył ostatnie okrążenie i szerokim, głośnym ślizgiem zatrzymał się tuż obok Nas.
Tłum cieszących się ludzi od razu pobiegł w jego stronę, a ja stałem jak osłupiony wciąż myśląc o tym co się stało...
Potrącenie dziewczyny było czymś czego przysięgam, że nie planowałem! Jednak stało się...a co się stało to już się nie odstanie.
- No no Hammer - Black zaczął bić powolne brawo, skupiając niemalże całą uwagę na swym idealnym chodzie
- Black - chłopak skinął głową, wyciągając dłoń w jego stronę
Ten jednak przyłożył swoje do klatki piersiowej, dając mu znak.
- Rozumiem - opuścił dłoń
- Zaimponowałeś mi Hammer, nie zapominaj jednak, że to dopiero pierwsze starcie  - odwrócił się jak zwykle (idealnie dopracowanym) krokiem i zginął gdzieś w tłumie

Cóż, Hammer nie wyglądał na zmartwionego, a wręcz przeciwnie - zaczął pławić się w swej chwale i rozkręcać "bajere" z zachwyconymi kobietami.

Ja postanowiłem zakończyć swoje oglądanie i wrócić do domu. Niestety, wcześniej musiałem jeszcze wrócić na bazę i oddać torby z towarem.
Już sobie wyobrażam co zrobiły Black gdybym o tym zapomniał...



// Dzień wcześniej

 Anna;

Zamykając duże, szklane drzwi ostatni raz spojrzałam na budynek.

- A więc to tutaj spędzę resztę swojego życia - westchnęłam
- Oh Aniu, przecież wiesz, że to wszystko po to abyś miała dobre życie
- Wiem Mamo - wymusiłam delikatny uśmiech

Nigdy nie miałam odwagi ani chęci by buntować się przeciwko moim rodzicom.
Uważam ich za nienaganny autorytet, w końcu to oni stworzyli mi tak dobre warunki do rozwoju i kształcenia, to dzięki nim mam wszystko o czym tylko mogę pomyśleć.
Wszystko oprócz jednego... CZASU WOLNEGO.
Tak, to prawda - moi rodzice odkąd tylko pamiętam nadawali mojemu życiu maksymalnie szybkie tempo i maksymalną ilość obowiązków. Już jako 4 latka uczęszczałam na lekcje języków, manier, tańca i śpiewu. Rodzice powtarzali mi, że jeśli chcę coś osiągnąć muszę na to ciężko pracować - i tak też robię.
W tej chwili jestem zapisana na studia zaoczne, oraz mam zapewnioną pracę w banku, gdzie na wysokim szczeblu postawiona jest moja mama.

Jak dobrze, że są jeszcze wakacje !

- Aniu? - głos mamy wyrwał mnie z zamysłu
- Tak? - uniosłam głowę jednocześnie starając się rozwiać myśli
- Czy coś cię męczy? Jesteś jakaś nieswoja
- Nie, nie.. Wszystko jest w porządku
Wzrok mamy nadal wiercił we mnie dziurę.
- Po prostu się zamyśliłam - uśmiechając się, uniosłam brwi
- Dobrze - pokiwała głową - jedziesz ze mną do domu?
- Nie, przejdę się do Andżeli 
- Anno Walczak, ona ma na imię Aurelia - spiorunowała mnie wzrokiem
- Ale chcę żeby na nią mówić Andżela - zrobiłam to samo
- Oh ona jest taka roztrzepana, to dziwne, że się dogadujecie 
Wzruszyłam tylko ramionami 
- Jak wolisz - wsiadła do samochodu - tylko pamiętaj, że jutro rano masz zajęcia z gry na fortepianie
- Naturalnie - odwracając się na pięcie, ruszyłam przed siebie

Andżela to moja najlepsza przyjaciółka i za razem najbardziej pokręcona osoba jaką znam !
Jest moim całkowitym przeciwieństwem a jednak tak bardzo się kochamy.

Od domu przyjaciółki dzieliły mnie zaledwie dwie uliczki.
Stając na przeciw paskowanej jezdni, spojrzałam na sygnalizator świetlny.
- Super ! Chociaż raz mam zielone
Stawiając pewne siebie kroki znalazłam się dokładnie na środku pasów, kiedy usłyszałam niesamowicie głośny dźwięk opon...
Odwróciłam głowę w bok i zobaczyłam rozbłysk białego światła przed sobą, a po chwili poczułam ogromny ból.

***

- Aniu...Aniu słyszysz mnie ? - słysząc znajomy głos, starałam się otworzyć oczy, jednak były zbyt ciężkie

- Anno Walczak czy pani mnie słyszy ? - ponowiłam próbę otworzenia swoich oczu, tym razem z pozytywnym skutkiem.
Otwierając je doznałam niemałego szoku kiedy jaskrawe kolory światła wdarły się do mojej gałki ocznej.
- Aniu ! Boże Ty żyjesz ! - znajomy głos należał do mojej mamy
 Rozejrzałam się wokół siebie. Byłam w karetce, obok mnie siedział ratownik medyczny a nade mną pochylała się mama.
Czułam się bardzo dziwnie, nie byłam pewna co się stało i jak się tu znalazłam.
Wszystko wydawało się być snem...

- Panno Walczak czy pani mnie słyszy? - ratownik zapytał po raz kolejny
- Tak - wyszeptałam
- Bardzo dobrze. Cieszymy się, że się pani w końcu obudziła - poprawił kroplówkę - Czy pamięta pani co się stało?
- Nie - moje słowa były tak ciche, że sama ledwo je słyszałam
- Rozumiem - pokiwał głową i uśmiechnął się - Bez obaw, pamięć powinna niedługo wrócić

//

Anna;

W szpitalu spędziłam kilka dni. Moje obolałe ciało, złamana ręka, skręcona kostka i parę innych usterek zaczęły się goić, a i ja sama czułam się coraz lepiej.
Już po pierwszych dwóch godzinach spędzonych na oddziale, zaczęłam sobie przypominać wydarzenia mające miejsce tego dnia. 
W mojej głowie cały czas widniał zarys twarzy mężczyzny z samochodu...
Był on dość młody, mógł to być mój rówieśnik, a może nie?
Obraz w mojej głowie nie był do końca idealny, jednak czymś co pamiętam doskonale była rozcięta brew nad lewym okiem chłopaka.
Tak ! To defekt, który jako pierwszy rzucił mi się w oczy tej felernej chwili...

Tego dnia miałam odwiedzić doktora Arciszewskiego, aby sprawdzić jak zrasta się moja ręka.
Kiedy stałam już na przeciwko schodów prowadzących do przychodni, ktoś potrącił mnie łokciem.
- Sory - chłopak uniósł rękę w geście przeprosin
- Nie ma sprawy - wywróciłam oczami  i weszłam do budynku

Chwila, chwila !  Ten chłopak...wyglądał znajomo.
Ta twarz i ten plaster na brwi... czy to możliwe ? Czy to może być człowiek, który mnie potrącił i uciekł?
Zawracając na pięcie, mocnym pchnięciem otworzyłam drzwi i wybiegłam na zewnątrz.

Zatrzymując się na ostatnim schodku, zaczęłam rozglądać się na boki
Jest!
- Hej Ty! Zaczekaj ! - chłopak nie zwracał na mnie uwagi, więc zawołałam raz jeszcze - Zaczekaj !
Odwrócił się, pilnując by kaptur nie spadł z jego głowy
- Mówisz do mnie? - powiedział marszcząc brwi
- Tak, do Ciebie - podbiegłam do niego i kiedy już pokonałam delikatną zadyszkę zaczęłam mówić dalej - Pamiętam Cię z wypadku
Nieznajomy zdawał się być zmieszany i jednocześnie zaskoczony moimi słowami
- Chyba coś Ci się pomyliło. Musze już iść - odwrócił się
- Nie! Proszę! Poczekaj!
- Przecież Ci mówię, że to jakaś pieprzona pomyłka ! - warknął
Przestraszyłam się, lecz to nie zmniejszyło mojej ciekawości
- To nie może być pomyłka - zaprotestowałam - Widziałam Cię. To byłeś Ty. To Ty mnie potrąciłeś, a potem po prostu odjechałeś !
- Za kogo Ty się uważasz? - parsknął śmiechem - Za glinę czy śledczego?
- Słuchaj! Niczego mi nie udowodnisz, jasne? - chłopak stanął niebezpiecznie blisko mnie, a ja poczułam jak przechodzą mnie zimne dreszcze.
Nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa...bałam się.
- Ciesze się, że się zrozumieliśmy - odszedł
Jego wyraz twarzy był tak bardzo zimny i nieczuły.
Bałam się patrzeć w jego oczy, mimo, że podświadomie czułam, że nie może zrobić mi krzywdy.

Kiedy odszedł, ja również ruszyłam w swoją stronę, czyli w stronę przychodni.
W głowie kłębiły mi się myśli i propozycje ripost, które mogłam wykorzystać ale już oczywiście było za późno...

Wchodząc do budynku, ruszyłam w stronę holu B,  gdzie swój gabinet miał doktor . Na moje szczęście przede mną była jedynie jedna osoba więc nie musiałam czekać długo.
(Puk puk) - Można? - wychyliłam delikatnie głowę
- Zapraszam
- Nazwisko?  - spojrzał na mnie zza okularów
- Walczak
- Proszę usiąść - wskazał na łóżko szpitalne


Alan;

Wpisałem kod i otworzyłem duże, metalowe drzwi.
Ich pisk i skrzypienie zakuło mnie w głowę.
Szedłem długim korytarzem, kierując się do dużego pokoju Blacka.
- Cześć Ali. Masz to?  - stojący przy ścianie Stranger wskazał na moją torbę
- Jasne - wzruszyłem ramionami, jakby była to najbardziej oczywista sprawa.
Pokiwał głową.  Mogłem dostrzec jak powoli i ze spokojem wypuszcza powietrze.
Stranger to dobry kumpel, ale wcale tutaj nie pasuje.
Jest zbyt miękki i zbyt często pokazuje swoje emocje przez co może źle skończyć.
Ponadto próbuje mi matkować, a ja przecież wiem co robię...prawda?

Otworzyłem drzwi do dużego pokoju.
- Kogo niesie do jasnej cholery?! - odwracając się, Black wypuścił dym z ust
- To ja - powiedziałem stanowczo, rzucając torbę na stół
- Oo proszę - rozłożył powitalnie ręce - A więc nadal żyjesz - uśmiechnął się
- Kiepski żart - uniosłem brwi, a następnie rozsiadłem się na kanapie
- Czy to jest to o czym myślę?  - wskazał na torbę
- Sprawdź - machnąłem ręką
Black otworzył torbę i jednym ruchem wywrócił ją tak, że cała jej zawartość wyleciała wprost na stół.
- Sprawdzę - zaczął liczyć paczki

Wyjąłem z kieszeni paczkę papierosów.
- Brawo Kong ! Wywiązałeś się
Zacząłem palić.

Black pochodził z zagranicy stąd jego nazwisko jak i nasze ksywki, na które ani ja ani żaden inny "goryl" nie miał wpływu.

- Kiedy mi zapłacisz?  - wypuściłem dym z ust
- No no no komuś się śpieszy - zaśmiał się
Popatrzyłem na niego pustym wzrokiem
- Pokaż mi się jutro - machnął ręką i zaczął pakować towar
- A więc do zobaczenia - wstałem

- Ej Black!  - Hammer wbiegł jak oparzony  - Słyszałeś wiadomość?

Nie kryłem swojego zdziwienia.
Co takiego mogło się stać, że Hammer już się tu pojawił?

Black spojrzał na niego, unosząc brwi
- A powinienem?  Powiedz mi Hammer
- Czarny Merc o naszej rejestracji jest poszukiwany !
- Że co kurwa?!  - Black oparł dłonie o stół
- Ja jeżdżę swoim - Hammer podniósł ręce w obronnym geście
- Kong!  - uderzył ręką o blat - Ty jeździłeś moim Mercem!
Głośno przełknąłem ślinę. Kurwa!  A myślałem, że jakoś uda mi się to ukryć!
- No jeździłem.To od razu robi ze mnie winnego?  - grałem na czasie
- Do jasnej cholery Kong nie każ mi się w to bawić!
- To było zwykle potrącenie jakiejś dupy - wywróciłem oczami - Już dawno o tym zapomniałem
- Cholera ! - Black doskoczył do mnie i łapiąc za brzeg mojej koszulki wysyczał - Chyba nie powiesz mi, że spierdoliłeś robotę?!
Złapałem za jego rękę
- Puść mnie ! Nic nie zrobiłem !
- Nie zrobiłem? - sarkastyczny śmiech wydobył się z jego ust - Nie zrobiłem?! - powtórzył - Teraz ta pieprzona suka zgłosiła sprawę na psy !
Rozejrzałem się wokół szukając wsparcia u reszty, niestety nikt nie odważył się odezwać.
W sumie to było do przewidzenia, kiedy potrzebujesz pomocy, jesteś zdany wyłącznie na siebie bo każdy tutaj dba tylko o swoją dupę!
- Nic jej się nie stało!  Widzialem ją dzisiaj
- Jak to? - zmarszczył brwi
- Zaczepiła mnie jak szedłem do samochodu
- Ona Cię kurwa rozpoznała!  - Z jego ust zaczeła wydobywać się piana
- Wyparłem się! - krzyknąłem,odpychając go od siebie - Uspokój się Black !
- Widziała jak brałeś towar?
- Nie jestem głupi! - wyrzuciłem ręce w powietrze - Potrąciłem ją dużo później,wtedy sprawy były już dawno załatwione!
- Masz szczęście w nieszczęściu Kong - odsunął się - Teraz masz ją znaleźć i załagodzić sprawę jasne?  - spojrzał na mnie
- Niby jak?  Nie mam zamiaru więcej gadać z tą gówniarą
- Nie masz wyboru Kong.  Spierdoliłeś to musisz się w tym gównie wypaprać.
- Jak to sobie wyobrażasz?
- Detale zostawiam tobie - zaśmiał się - rozkochaj ją,  przeleć, przekup - rozłożył ręce - Ful opcji nieprawdaż?  - sarkastycznie się  uśmiechnął
- Tsa - powiedziałem pod nosem i wyszedłem

Wiedziałem, że z Blackiem nie można dyskutować. To zazwyczaj kończy się źle -
Ten Gość dzisiaj się śmieje a jutro może Cię zabić.



sobota, 16 stycznia 2016

-Prolog-


               


                  { ,,- Tell me who you really are?" }
                        { ,,You are usual Bitch !" }
                            { ,,My life is a game.." }
                                 { ,,I love you" }
                        { ,,You are not one of Us.." }
                            { ,,I have three faces" }
                           { ,,Life is brutal Baby" }

       Życie lubi płatać Nam figle..
       Dziś jesteś sobą,jutro kimś zupełnie innym..
       Dlaczego się tak dzieje? Nie wiadomo...
       Pamiętaj jednak,że do normalności możesz wrócić kiedy tylko zechcesz..
       Ty kierujesz swoim życiem - Nie ono Tobą !

                               
                                                     Dylan to Chłopak pochodzący z biednej Rodziny..
                                                            Ojciec zostawił Rodzinę..
                                                            Matka choruje..
                                    Dlatego razem z Siostrą był zmuszony szybko wydorośleć..
                 Normalna praca nie zapewniała Im dobrego życia..nie starczało na leki..
                                      Złe towarzystwo..<setki>w oczach...lepsze życie..
                 Co musi się wydarzyć aby zwykły człowiek stał się najgorszym tworem..                                                                     Jak głęboko można się stoczyć?
                                                 I co musi się wydarzyć by znów stać się sobą?..

Katty jest bogatą dziewczyną ,rozpieszczaną przez swoich Rodziców...
Nigdy nie brakowało jej niczego..
Marzyła o idealnym związku,dzieciach i ogromnym domu..
Do jej głowy nigdy by nie przyszło..że jej przyszłość będzie tak okrutna..


                         Dylan i Katty nie mają ze sobą nic wspólnego..
         Pochodzą z dwóch róznych światów ,a jednak połączy Ich tak wiele..
                                                         
                                    Pewnie słyszeliście wiele o ludziach którzy zmieniają się                                                    dla drugiej osoby.. Następnie łączą się wieczną miłością..
                                                                             

Czy historia tych młodych zakończy się podobnie? Zapraszam do lektury ! :)
                                                       

-Bohaterowie-

                                                  

                                                 Katty Thompson 


     - * -  20-letnia dziewczyna pochodząca z zamożnej rodziny
     - * -  Ma wszystko czego chce 
     - * -  Jej rodzice są bardzo wymagający. Chcą aby ich córka godnie reprezentowała rodzinę.        Katty również tego chce. 
     - * -  Nigdy nie sprzeciwiła się woli swoich rodziców 
     - * -  Nigdy nie była prawdziwie zakochana
     - * -   Chce spotkać wymarzonego mężczyznę i być z nim na zawsze ( wierzy w miłość od              pierwszego wejrzenia ) 
     - * -   Jest naiwna ( wiąże się to z tym ,iż nigdy nie zaznała swobody która coraz bardziej ją        przyciąga )
























                                                    


                                            Dylan Wayn ( Wayn the King )


- * -  24-letni chłopak pochodzący z biednej rodziny
- * -  Przykładny syn, dbający o dobro swoich bliskich
- * -  Ze względu na sytuację finansową swojej rodziny zmuszony był przyłączyć się do miejscowego gangu 
- * -  Z czasem jego ciężkie życie i seria niepowodzeń sprawiły, że życie w gangu stało się czymś więcej niż tylko 'sposobem na zdobycie kasy'
- * -  Stał się bezwzględny dla każdego - z wyjątkiem matki i siostry










                                                           




                                                                  Amy Swift




Suzan Wayn 


- * -  17-letnia dziewczyna 
- * -  Siostra Dylana 
- * -  Uczy się w technikum 
- * -  Jej matka i brat chcą aby wykształciła się i miała lepszą przyszłość
- * -  Dylan chce zastępować jej ojca, na co dziewczyna się nie zgadza
- * -  Jest w wieku buntu
- * -  Ciekawska 




















                                                               

                                                             

                                                                  

                                                           Tom White ( Black ) 


- * -  34-letni mężczyzna
- * -  Założyciel gangu





 Oscar Evans ( Hammer )


- * -  24-letni chłopak 
- * -  Członek gangu 







                                                       

                                                       Jackob Blue ( Guv )


- * -  32-letni mężczyzna
- * -  Brat Blacka 
- * -  Założyciel gangu 
- * -  Ma za sobą ciężką przeszłość 






                                                          Marco Casas ( Stranger ) 


- * -  24-letni chłopak
- * -  Jest w gangu z podobnych przyczyn co Dylan
- * -  Nie chce krzywdzić ludzi 








                                                                   Peter Lee




Obserwatorzy