Po wizycie u doktora postanowiłam wybrać się do Andżeli. Tym razem jednak dokładnie rozejrzałam się nim przeszłam przez pasy.
//
- Ty chodzący nieszczęściu ! No chodź tu do mnie ! - mało brakowało a weszłaby na mnie cała
- Przestań głupku ! Przecież jestem cała widzisz?
- No właśnie widzę, że jesteś w kawałkach - wskazała na mój gips
- Ah to - złapałam się za łokieć - Byłam z tym u doktora, szybko się goi
- Dobra, dobra, goi, sroi, lepiej powiedz kiedy ci to zdejmą i czy zdążą do imprezy?
- Jakiej znowu imprezy? Wiesz, że ja nie chodz...
- Na tą musisz iść - przerwała mi - Przecież to uroczyste zakończenie wakacji! - aż klasnęła w dłonie ze szczęścia
- O tym mówisz - uśmiechnęłam się i schowałam twarz w dłoniach
- A a a ja znam tą minę - wyrwała mi poduszkę z kolan - Może Patryś w końcu odważy się z tobą zatańczyć
- Przestań !
- Podejdzie, zapyta a ty będziesz miała mokro i nie odmówisz
- Jesteś totalną wariatką!
- I będziecie tak tańczyć i tańczyć - zaczęła skakać po pokoju - A później się lizać
- Andżi jeśli zaczniesz to udawać to przysięgam, że zwymiotuje ci na twój nowy kocyk
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Wyszłam od niej wczesnym wieczorem, wracałam jak zwykle przez centrum miasta. Uwielbiałam gapić się na wystawy sklepowe, nigdy ich nie kupowałam bo wiedziałam, że większość z tych balowych sukien i tak mi się nigdy nie przyda.
Kiedy byłam już obok sklepu "Madam Mesje", po drugiej stronie ulicy dostrzegłam znajomą twarz...
Zmrużyłam oczy aby lepiej widzieć i jakże ogromne było moje zdziwienie kiedy zorientowałam się, że w moją stronę podąża chłopak, z którym rozmawiałam dziś w południe!
- Cześć malutka - chłopak stanął przede mną
Czego on może ode mnie chcieć?
- Cześć malutka - chłopak stanął przede mną
Czego on może ode mnie chcieć?
- Em... - oblizałam suche usta, zastanawiając się co odpowiedzieć - Cześć
- Nadal jesteś na mnie zła? - zdjął kaptur
Teraz mogłam dokładnie przyjrzeć się jego twarzy...
Była młoda ale trochę zniszczona, piękna choć poraniona.
Dlaczego on zadaje mi tak banalne pytanie? Jeszcze niedawno wydarł się na mnie i wszystkiemu wyparł a teraz tym jednym zdaniem przyznaję się do winy i jednocześnie w pewnym sensie chce pogodzić? To dziwne...
- Słucham? - skrzyżowałam ręce na piersi
- Spytałem czy nadal się na mnie gniewasz - można było dostrzec jego irytację
- Nie sądzisz, że to trochę dziwne pytanie? - uniosłam brwi
- Z pewnością - powiedział jak gdyby była to najbardziej oczywista sprawa - Więc? - wciąż przeszywał mnie swoim wzrokiem
- Gniewam - stwierdziłam
- To nie dobrze - włożył ręce w kieszenie swoich jeansów
- Powiedz co skłoniło Cię do pojednania ze mną?
- Co? - chłopak parsknął śmiechem - Do kogo ta mowa?
- Tracę czas - irytacja przejęła nade mną kontrolę. Kiedy już chciałam się odwrócić, nieznajomych zatrzymał mnie
- Czekaj - powiedział stanowczo - Nie możesz odejść dopóki nie pogadamy.
Skrzyżowałam ręce na piersi
- O czym mamy gadać? Jesteś nieodpowiedzialnym oszołomem.Wszystkim zajmie się policja - wywróciłam oczami
- Nie znasz mnie - warknął, co sprawiło, że moje ciało delikatnie zadrżało
- Nie potrzebuję Cię znać - wzruszyłam ramionami
- Potrzebujesz Kochanie - uniósł i opuścił brwi - Choć - złapał mnie za rękę
- Dokąd? - zmarszczyłam brwi, łapiąc za jego rękę
- Na ławkę. Chcę z tobą porozmawiać
- Nadal jesteś na mnie zła? - zdjął kaptur
Teraz mogłam dokładnie przyjrzeć się jego twarzy...
Była młoda ale trochę zniszczona, piękna choć poraniona.
Dlaczego on zadaje mi tak banalne pytanie? Jeszcze niedawno wydarł się na mnie i wszystkiemu wyparł a teraz tym jednym zdaniem przyznaję się do winy i jednocześnie w pewnym sensie chce pogodzić? To dziwne...
- Słucham? - skrzyżowałam ręce na piersi
- Spytałem czy nadal się na mnie gniewasz - można było dostrzec jego irytację
- Nie sądzisz, że to trochę dziwne pytanie? - uniosłam brwi
- Z pewnością - powiedział jak gdyby była to najbardziej oczywista sprawa - Więc? - wciąż przeszywał mnie swoim wzrokiem
- Gniewam - stwierdziłam
- To nie dobrze - włożył ręce w kieszenie swoich jeansów
- Powiedz co skłoniło Cię do pojednania ze mną?
- Co? - chłopak parsknął śmiechem - Do kogo ta mowa?
- Tracę czas - irytacja przejęła nade mną kontrolę. Kiedy już chciałam się odwrócić, nieznajomych zatrzymał mnie
- Czekaj - powiedział stanowczo - Nie możesz odejść dopóki nie pogadamy.
Skrzyżowałam ręce na piersi
- O czym mamy gadać? Jesteś nieodpowiedzialnym oszołomem.Wszystkim zajmie się policja - wywróciłam oczami
- Nie znasz mnie - warknął, co sprawiło, że moje ciało delikatnie zadrżało
- Nie potrzebuję Cię znać - wzruszyłam ramionami
- Potrzebujesz Kochanie - uniósł i opuścił brwi - Choć - złapał mnie za rękę
- Dokąd? - zmarszczyłam brwi, łapiąc za jego rękę
- Na ławkę. Chcę z tobą porozmawiać
Niepewnie aczkolwiek z wielkim zaciekawieniem ruszyłam w stronę starej, zielonej ławki. Usiadłam na niej, chłopak najwidoczniej wolał postać.
- Więc? - popatrzyłam na niego, mrużąc swe oczy i zasłaniając je dłonią przed bijącymi promieniami słońca.
- Co?
Czy on jest dupkiem, czy tylko go udaje?
- Chciałeś porozmawiać? - rozłożyłam ręce
- Ah tak
Chłopak nie utrzymywał ze mną kontaktu wzrokowego. Spoglądał to na swoje buty, to na boki. Może fascynował go staw i pływające w nim kaczki? Kto wie!
Zaśmiałam się pod nosem.
- Chciałem cię przeprosić za tamto - wciąż patrzył na swoje olśniewająco czyste trampki
- Mówiąc "tamto" - zrobiłam cudzysłów w powietrzu - Masz na myśli potrącenie mnie i zostawienie na pastwę losu?
- Ta - burknął pod nosem
- Spoko - zakpiłam
Czy on naprawdę sądzi, że głupie przepraszam załatwi sprawę?
- Spoko - powtórzyłam, ponieważ patrząc na tego zagubionego chłoptasia, nie mogłam dostrzec ani krzty zrozumienia czy chęci odpowiedzi... - Ale nie sądzisz chyba, że przepraszając mnie zagwarantujesz sobie nietykalność? - włożyłam w te słowa tyle pewności siebie ile tylko zdołałam unieść!
- Nie? - w jego głosie wyczuwałam delikatne podirytowanie
- Nie
- Tak bardzo chcesz mnie skazać?
Po raz pierwszy podczas tej rozmowy, chłopak spojrzał w moją twarz.
Jego wzrok był tak pusty...Sama nie wiem jak mogłabym go odczytać?
- Skazać? To głębokie słowo. Jesteś nieodpowiedzialny i musisz ponieść konsekwencje
- Chcesz mnie skazać - warknął po raz kolejny tego dnia
- Nie mam czasu na takie rozmowy. Porozmawiasz o tym z policją
- Słuchaj ja nie mogę iść do więzienia, opiekuję się siostrą
Kiedy już szykowałam się do wstania i pójścia jak najdalej od tego głupka, on mówi mi coś takiego?
Może to kolejna z jego sztuczek...
- O czym ty mówisz? - po raz kolejny spojrzałam w jego puste oczy, łudząc się, że wyczytam z nich prawdę. Niestety na próżno.
- To co słyszałaś. Jeśli ja trafie za kratki, moja rodzina nie będzie miała za co żyć- pokręcił głową
- Dlaczego mi to mówisz?
Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem
Fakt, to nie było najmądrzejsze pytanie.
- A więc dlaczego nie mogłeś powiedzieć tego od razu?
Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem
Fakt, to nie było najmądrzejsze pytanie.
- A więc dlaczego nie mogłeś powiedzieć tego od razu?
- Tak jakoś - wzruszył ramionami
- Dlaczego jesteście sami?
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć
- To prawda - pokiwałam głową
- Teraz dasz mi spokój?
Zawsze pragnęłam sprawiedliwości, nigdy jednak przy tym nie było nieczuła.
Rodzina jest najważniejsza i choćby nie wiem co, trzeba o nią dbać!
Jeżeli to co mówił było prawdą to nie mogłam postąpić inaczej, zresztą czułam się już dobrze...
W końcu każdy z nas popełnia błędy prawda?
- Chyba tak - powiedziałam cicho
- Dzięki - popatrzył na mnie
Tym razem dostrzegłam połysk w jego oczach. Może to łzy? Może nie jest to aż tak pusty koleś, a może tylko takiego udaje?
- Czy mogę Ci jakoś pomóc? - dotknęłam jego ramienia
- Nie - potrząsnął głową
- Na pewno?
- Tak - zabrał moją rękę ze swojego ramienia
- No więc cześć
Chłopak tylko machnął ręką i odszedł.
Teraz muszę się zastanowić jak wytłumaczyć moją zmianę zdania rodzicom...
Alan;
Teraz muszę się zastanowić jak wytłumaczyć moją zmianę zdania rodzicom...
Alan;
Sam nie wiedziałem co mówię, ale jak widać moje słowa miały jakiś sens.
Chyba udało mi się uciszyć tą małą?
Co prawda Black miał inny plan co do tego, jednak nie powinien mieć zastrzeżeń - w końcu osiągnąłem cel!
Co prawda Black miał inny plan co do tego, jednak nie powinien mieć zastrzeżeń - w końcu osiągnąłem cel!
Wyciągnąłem swój smartfon z kieszeni i wybrałem numer Blacka.
Odebrał po drugim sygnale, co oznaczało, że był w bazie.
- Kong?
Black jest specyficznym człowiekiem. Podczas gdy wszyscy mówią "halo?", Black zwraca się bezpośrednio do rozmówcy...
- Sytuacja opanowana Black. Mała wycofa zeznania.
- Jesteś tego pewien?
- Jestem, sama mi to powiedziała - wzruszyłem ramionami
- Rozkochałeś ją w sobie czy przeleciałeś? - w jego głosie słychać było szczyptę ekscytacji, była ona jednak sucha, tak jak wszystkie jego uczucia
- Pogadałem
- Pogadałeś? - prychnął - Jak to pogadałeś?
- Poszedłem na skróty i zagrałem na jej litości
- Skąd mogę wiedzieć, że ta dupa się nie rozmyśli i nie zrujnuje całego mojego interesu Kong?
- Mówię ci to
- Słuchaj Kong - podniósł głos - Nie zamierzam opierać się na twoich przypuszczeniach, bo kiedy laska nas wsypie a policja zacznie dobierać mi się do dupy, ty zaczniesz się wypierać i zechcesz uciec z tego gówna
- Przecież wiesz, że jestem wierny naszym interesom Black
- Koniec ! - krzyknął - Idź do niej i upewnij się, że nie zmieni swojego zdania, przynajmniej do czasu kiedy nasze interesy z Dravenem dobiegną końca.
Pokiwałem głową, choć on nie mógł tego zobaczyć
- Rozumiem Black
Rozmowa nie przebiegła po mojej myśli, wiedziałem jednak, że w słowach Blacka było trochę racji.
Jeżeli ta laska zmieni zdanie sama lub pod wpływem kogoś z rodziny/znajomych to my będziemy skończeni!
Postanowiłem zmienić strategie.
Nie było to łatwe, szczególnie dlatego, że od dawna już miłość i podrywy nie były mi potrzebne.
W mojej sytuacji liczy się twarda dupa i bezwzględność!
Na co komu miłość? Mam to co kocham - Mam swoją rodzinę, którą muszę się opiekować. Będę to robił za wszelką cenę!
Nie mogę dać dupy jak mój ojciec ! Nigdy nie popełnię jego błędów ! Nigdy !
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz